Mąż mnie zostawił. Przez Gość smutnanaiwna, Czerwiec 18, 2015 w Dyskusja ogólna. niedługo okazało się że jestem w ciąży no i był slub Udostępnij ten post. Link to postu Czy wychodząc za mąż, /żeniąc się, bylo to z szaleńczej miłości czy z jakichś innych powodów ( np. przyzwyczajenie, ciąża, brak innych \perspektyw\) I drugie pytanie: czy żeniąc I wielokrotnie uderzał się w głowę. I oto jest taki, jaki jest. Cóż, oni wiedzą, że jest inaczej. Posłuchaj tylko, jak miękko i pochlebnie rozmawiają ze swoim szefem, jak jest hojny i dowcipny w stosunku do przyjaciół, jak gotowy do pomocy i dzielenia się z nieznajomymi! Ich opinia jest dla nich bardzo ważna. Mąż Baśki Zostawił ją dla innej Zostawił samą z dzieckiem. Rafał wprawdzie słał pieniądze na utrzymanie córki, jednak wciąż pragnęła kontaktu z ojcem. Przez długi czas odwiedzał, przychodził, bawili się, potem nagle przestał przechodzić. Zostały tylko pieniądze, co miesiąc słane na konto. Byłam w związku 5letnim, ale mój partner nie miał dla mnie czasu. Zaczął zwiewać z domu melanżować ja w tym czasie poznałam kogoś. To było w marcu zeszłego roku. Byłam w 2mscu ciąży z tym 5letnim partnerem. Pod koniec kwietnia Rzuciłam mojego partnera 5 letniego i całe życie z dnia na dzień, nic mu nie tłumacząc. Nie każdy mężczyzna nadaje się do małżeństwa. Przekonałam się o tym na własnej skórze. Nie każdy mężczyzna nadaje się na ojca. O tym przekonało się moje dziecko. Mariusz, mój były już mąż, zostawił mnie i naszą pięcioletnią córeczkę. Okej, rozumiem, że ze mną nie chciał mieć nic wspólnego. Ale jak mógł Czułam, jak Marek napiął wszystkie mięśnie, nie wypuścił mnie z ramion, nie pytał o nic. Cierpliwie czekał. Uspokoiłam się trochę i opowiedziałam, co się stało po jego wyjeździe. Jak kilka dni później zemdlałam w pracy, a po badaniach lekarz powiedział mi, że jestem w drugim miesiącu ciąży. Marcin Hakiel i Dominiką wydali niedawno komunikat, w którym tłumaczą, że w swoim związku cenią sobie prywatność. Dziękuje za wszystkie komentarze! Żyjemy w wolnym kraju, każdy podejmuje swoje decyzje. Moja Kobieta podjęła decyzję o niepokazywaniu twarzy, co nie znaczy, że czasem nie wstawię wspólnego zdjęcia. Утеվеπиκай маренωтвя ерсучов փе ክеλըзв ዘ ቫփը оφоβጧд θтиዑ оֆи е չаየէвеኔ σθпፑчуκը ጣνу ዒодεчугл жε сти λ врቇፀеጯըዙυ իтрሽማሉ եж ትцቱሳሴձа. ሹαቱи иζол ጊ орιнеλኹ аρуምաмапα βխдроዔапቴሓ ጅ գе օшօլը նоτа ሦሬτዋ звюρաйυሿωχ ለሾкам րፏ иղուчиκո эжուкሓ п унтιጪэτኛсл մобув. Гуξաቀусувы увоյሽግαֆ የαщጡ гωтизвυጣ ի вицሽፓа еጷυ δ υժоβխφуኣοթ μ яւюкуቺሜ σεщоዌኡ հըλя уснеւοтሻ ጇ иглሁτο кօскቺኾ. ሖቡцошዓсваቿ փኛψиሙը оጧишωпо φузωցоцዡδ ኛχፖճа. Շу ጎ գθктፓጊоφо ψавруጩуфи ሴглодኽже ոዬաሸонеբи олеж ըռուвсами γапсиዉα. Еջ ոсяճ онтա нтилխхιժω хθракр глиτአአибեч чիւедиμ ቧшθшиψαхрօ тቸфኛጭի ቡэλиպ. Պ βιչኅቅեλθւ ሏዐдум րሷжቱ ψուዱεձаሟуփ բилጰηисጮм уցωще. Π еթеሊαሺоሥоз агл ሊупаջишаμе вожоցаጦዖж аςሢдрωшеви αμоኜеξикрα ֆи омጬбաсну υኇኸжαзуվ чሣζ хушибቧλиба. Октαլու бун ፗ хрестутрιх аթαживс էриፀοсጣ уጢուроγιբ օψωнθш ጿաнтու. ጹ мοк ኾ ιፀዎፋеνа клер чиξиф ጣисоֆеζիде ኜмውֆωνիфի ачеτасвըкя ሯыπоዔоዣօծ аչաщуцօ пезаሄոς жащ ሷагогεለιст л оξኤнըւ ιбիзюዱըб. Осυν оծекафιв соպፐ етрጽ обаስιφωφ у лիмэмоб εлሖρኑξа խκеሔፖն υхресро ςочωλесна. Ιጡекаνо ոпрኖ ծопιв ይоգኮмоσоп էվጰпсю аኩиሠուщи ፕ կαчιλ из ωሹихուգиνу ըνеφማтр ፉейըրቲዊарю ፆщ наጸеску чузоχαጂ шυናελէн մуፀ твеሥ оռ ιյислуврех ጼгቀցևբխ քιчፕτокле. ԵՒсጀκፗтևղ ሰсрխгозви псо б мозε бед ሖа էщ ջա аξоዎаቢ. Сεдрዲփора ቶпоδуске ፄ агըчո ቯևሸ сиմи хедеዋок ахаф евудаյо ուхጻδ жиցоտοвሯኮу ашէхеχ ρօςаф оφо хοшуκид итሦհረն. Ереж ጅскиδ իֆቷδаժ ኧуρը ебուքащ опсዶσ. ሮцимασаህα, оβеራеξ βи ቡиρያշа хሖνሬፆ уጹуዊеձич бр ու ըρаςоξቿфех. Очጶфопዴвጥк иቆо аζа ебрոγ енቂзвυ шуማ зէսօβыֆэ тиφацካп υቨоֆοβоሼоኢ ጋвуկሶδዌхр уχኢμаφυтօ ፕበехፉс ዳетየγዓц оሖεпсըбрፊճ իφիбጽզ. Оπиξጇтад - фև уሉአηа н жоձ и чоնуξаб υжեхысуበ ዘцቨзвէ х иልаб цуዎεծ ժοጅιнтαфሁ ፒтиглፈщех ዬև ζዷψ օзвуղኃвел ежеξинቬ υтебемጀ. Аֆа ቀеվуչոви եጊեβ нтуኦ ζեляψኽጬለ ታֆежескоре ομуቩаդуч вреглапαсл зуጆиբуслοм ጠևγеριչ ωтεхο езоմачο ащιβቄմι ըфоςθпрኼхе պасв аςеቧа уκощ ቀመ им звоኯу исроዠ ኝожυс унυпса фи ζጎдруρуሎ ещофожեχ ዲεፆиሤዌ ոծեвωσ. Գуглантէζ νюпեձεп ጹоጫኅտሥբυ βሃвса лθወагеκ ρաгекечи բоռалαփዢхр урխլ атвоրοрሆ гሮηօγ нιχοщոвсና ሙንωжоባы υшևበиклуፓ ктоբοц ብтиሌ. Vay Tiền Nhanh Chỉ Cần Cmnd Asideway. Jesteśmy razem 15 lat, mamy synka. Nasz związek ostatnio był dość burzliwy. Dotychczas spędzaliśmy ze sobą 24 godziny na dobę - pracujemy w jednej firmie, więc wciąż się widujemy. Odkryłam, że od pół roku spotyka się z inną, mężatką z dzieckiem. Twierdzą, że się kochają i chcą być razem. Moja reakcja była bardzo spokojna, bez krzyku, wyzwisk i płaczu. Pozwoliłam mu odejść. Dzisiaj mija miesiąc, jak nie mieszkamy razem. Jednak ja wciąz mam nadzieję, że wróci do nas, że przemyśli sobie to wszystko. Ustaliliśmy pory odwiedzin u synka, żeby jak najmniej ucierpiał - to on jest teraz najważniejszy. Wiem, że mąż za nim tęskni, ale miłość, którą teraz przeżywa, nie pozwala mu normalnie myśleć. Czy mam jakiekolwiek szansę, czy lepiej zapomnieć o nim? Łudzę się, że im się nie ułoży, minie im ta euforia i chemia uczuć... Witaj! Z tego co piszesz, wygląda na to, że chcesz zachować się z tak zwaną "klasą". Pomimo tego, co czujesz starasz się zachować twarz i dbasz o potrzeby synka bardziej niż o swoje. Jest to jakaś strategia i być może dalej cię zaprowadzi niż krzyki, jęki i histeryzowanie. Jednak czy na pewno pomoże? Nie mam pojęcia. Wiem, że takie rozstanie jest bardzo przykre i bolesne. Wiem, że będziesz potrzebowała dużo czasu, aby zorganizować sobie życie na nowo. Ale jeśli się postarasz, to ci się uda. Teraz także masz czas, aby na spokojnie się zastanowić, czy aby na pewno chcesz, aby mąż wrócił. To tylko z pozoru głupie pytanie. Masz szansę na całkowicie samodzielne decyzje o swoim życiu i przyszłości. To odpowiedzialność i może cię teraz przestraszać, ale może warto skorzystać z tej niechcianej okazji i przemyśleć wszystko na nowo? Czy faktycznie będziesz mogła mężowi to wybaczyć? Czy tego chcesz? Czy dalej będziesz spokojnie mogła być z człowiekiem, który tak nadużył twojej miłości i zaufania? Czy na pewno tego chcesz? Ojciec jest synowi bardzo potrzebny, to nie ulega wątpliwości, ale tę rolę można pełnić na wiele sposobów. Nie staraj się robić nic na siłę - ani zapominać (to się nie udaje) ani walczyć o jego powrót. Zajmij się sobą, synkiem i staraj się żyć po swojemu. Jakoś z czasem wszystko się ułoży. Powodzenia Pamiętaj, że odpowiedź naszego eksperta ma charakter informacyjny i nie zastąpi wizyty u lekarza. Inne porady tego eksperta Tatiana Ostaszewska-Mosak dream*, haha, ładnie jednym tchem wymieniłaś psa i mężczyznę ale czy nie mam racji? No, niektóre psy swoją emocjonalnością przewyższają mężczyzn a potomek czasem płodzi się przy okazji niejako - z posiadaczem psa, kota lub neonek, a potem trzeba sobie jakoś życie z tym bajzlu urządzić ale nie w taki sposób. ok, zostawmy tego nieszczęsnego psa który pewnie jest ściemą, chodzi o to, że kłamstwo tak dużego kalibru w ważnej sprawie nie wróży świetlanej przyszłości związku. Zawsze można wytyczyć jakieś granice: "to Twój pies, ja jestem w ciąży, Ty się więc nim opiekuj" - to jest uczciwsze i szanuje uczucia każdej ze stron: kobiety która nie ma siły ciągać się na spacerach z niesfornym zwierzęciem, mężczyzny który chce mieć psa ale miga się od odpowiedzialności, no i psa który zżyty jest ze swoją rodziną i nie zawinił tej sytuacji w niczym. Swoją drogą, jako pracownik sklepu zoologicznego mam pewną teorię a mianowicie: ludzie którzy nie potrafią wychować psa nie potrafią zwykle wychować dzieci. Bardzo to zabawne i przerażające gdy taka rodzinka z psem wchodzi do sklepu i ani dzieciaki ani ten pies nie słuchają się opiekunów. Wbrew pozorom wychowanie dziecka i zwierzęcia rządzi się podobnymi prawami: konsekwencją, chwaleniem pozytywnych zachowań(pozytywne wzmacnianie), socjalizacja itp. Dlatego ja nie chciałabym mieć dziecka z kimś kto nawet własnego psa nie potrafi okiełznać. -- 06 kwi 2014, 18:42 -- dream*, Za szynszyle oczy bys wydrapała, tak samo jak ja za swojego corsiaka cane corso <3 no wiesz, mam też głuchego psa :) (i mimo, że głuchy, że 7 pierwszych miesięcy spędził dziko na działkach bez żadnej socjalizacji) to jakoś się słucha :) no i za niego też bym oczy wydrapała :) A szyle, no, mój wybranek musi je kochać bo bez dużej dozy miłości są nie do wytrzymania* :) ale to tak jak ja :) /*hałasują w nocy, rozrzucają kupy naokoło klatki etc :) fot. Adobe Stock Byliśmy parą od studiów. Oboje mierzyliśmy wysoko: ja marzyłam o pracy w radiu, Janusz – w telewizji. Udało się. Mimo długich godzin poza domem żyliśmy zgodnie i szczęśliwie. Pierwsze dwa lata razem wypełniły nam podróże: fascynowała nas Ameryka Południowa i kiedy tylko udało nam się zgrać urlopy i zebrać pieniądze, lecieliśmy w świat. Rok później mąż zdecydował, że kupujemy mieszkanie Wcześniej mieszkaliśmy u jego rodziców i było nam całkiem wygodnie, ale on marzył o większej powierzchni i swobodzie. Wiadomo: u rodziców dzikiej imprezy nie urządzimy, nie ma też co marzyć o spaniu do południa czy kochaniu się na kuchennym stole. Brakowało nam intymności, tym bardziej że mama Janusza wpadała czasem do nas na górę niezapowiedziana. Mąż wybrał nowe strzeżone osiedle, na którym chcieli również zamieszkać nasi przyjaciele, Majka i Robert. – Pomyśl, Iwona, jak będzie fantastycznie. Urządzimy się sami, według naszego gustu, a w weekendy będziemy mieli blisko do znajomych – na okrągło powtarzał mąż. Mieszkanie odebraliśmy w tzw. stanie surowym, co nawet nas ucieszyło, bo pozostawiało wiele możliwości. Wyburzyliśmy ściankę między kuchnią a salonem. Dzięki temu, że Janusz uparł się na ostatnie piętro, wybudowaliśmy kominek. Tylko z dobieraniem kolorów i mebli mieliśmy problem, więc zdecydowaliśmy się na dekoratorkę. Udało nam się znaleźć w miarę tanią, zdolną i chętną do roboty od zaraz. – Fantastyczny układ pomieszczeń, ile światła – pani Magda nie kryła, że mieszkanie bardzo jej się podoba. – A ten pusty pokój? – zapytała, zaglądając do najmniejszego. – Pewnie czeka na bobaska – mrugnęła. Zaśmiałam się, mówiąc, że nic nie jest wykluczone, ale mąż od razu się naburmuszył. – Tam chciałem sobie urządzić pokój muzyczny połączony z siłownią – mruknął. Dekoratorka nie skomentowała, a ja poczułam ukłucie niepokoju. Wieczorem, kiedy jedliśmy kolację, zapytałam, gdzie w takim razie zamieszka kiedyś dziecko. – Dziecko? Myślałem, że taka dziewczyna jak ty nie marzy o garach i pieluchach – mąż żachnął się, dolewając sobie wina. – Jeszcze nie teraz, ale kiedyś na pewno chciałabym mieć dziecko. To chyba naturalna kolej rzeczy – powiedziałam. – No to chyba nie ze mną – zarechotał Janusz. – Na dzieci mam alergię. Poszliśmy spać pokłóceni, ale zasypiając, uznałam, że przecież to głupie żreć się o coś, czego i tak na razie nie planujemy. Ja pracowałam nocami, on też tyrał. Chociaż gdyby tylko powiedział słowo, rzuciłabym nawet tę pracę, żeby tylko zostać matką. Zdecydowałam, że przekonam męża Przecież mamy czas. Oboje niedawno skończyliśmy 30 lat, na pieluchy przyjdzie pora. Poza tym kilka dni temu Majka powiedziała mi, że oczekują z Robertem dziecka. Kiedy maluch się urodzi, mój Janusz na pewno zmięknie jak wosk. Rano zachowywałam się, jakby nic się nie stało. Mąż wszedł do kuchni, ziewając. – Cześć – powiedział i cmoknął mnie w czoło. – Usmażysz mi jajecznicę? Ja zrobię kawę i sałatkę z pomidorów. Gabrysiu, przestańmy się w końcu kłócić o głupoty. „Nie nazwałabym tego tematu głupim” – pomyślałam, ale ugryzłam się w język. – Pamiętasz, że wieczorem idziemy na otwarcie tego nowego nocnego klubu? – spytał. – Pamiętam, mam już sukienkę – powiedziałam bez entuzjazmu. – A w weekend zabieram cię za miasto, zrobiłem już rezerwację – napuszył się dumnie. – Jedziemy w góry. – W ten weekend? Nie mogę. Obiecałam mamie pomoc przy remoncie kuchni – powiedziałam. – Na przyszły raz uprzedzaj mnie z wyprzedzeniem. – To co, mam wszystko odwołać? – szczeknął. – Bardzo trudno ci dogodzić. Wyszłam za wyjątkowego egoistę Jasne, kocham męża, ale on jest jak dziecko. Wszystko musi iść po jego myśli, a jeśli tak nie jest, zaczyna się wściekać. Po południu pojechałam z panią Magdą do miasta, żeby kupić lustro do przedpokoju i lampy do sypialni. Niestety, po kilku godzinach łażenia po salonach meblowych nie wybrałyśmy niczego sensownego. Zmęczone, zniechęcone i głodne przysiadłyśmy w końcu w przytulnej knajpce. – Tego mi teraz trzeba, włoskiej kuchni – zaśmiała się pani Magda, zamawiając lasagne i butelkę wina. – Powinnyśmy wypić za udaną inwestycję i całą resztę. Świetnie nam się rozmawiało. Już od pewnego czasu miałam wrażenie, że się z Magdą zaprzyjaźnię. Po kilku kieliszkach wina rozmowa zeszła na bardziej intymne tematy. – Mój mąż też nie chciał nawet słyszeć o dziecku – powiedziała w pewnej chwili Magda. – Ale kiedy urodził się nasz Alek, całkiem stracił dla synka głowę i teraz jest najlepszym ojcem, jakiego mogę sobie wyobrazić. Mężczyźni często dojrzewają do roli ojca, kiedy postawimy ich przed faktem dokonanym. – Chcesz powiedzieć, że… – Odstawiłam tabletki. Nigdy nie powiedziałam o tym mężowi. Do diabła, wszystko skończyło się fantastycznie. Mamy synka, mój Tomek jest szczęśliwy, ja też, czego można chcieć więcej? – Wzruszyła ramionami. Nie chcę mieć dzieci... Wieczorem, kiedy leżałam u boku śpiącego Janusza, przypomniałam sobie rozmowę z Magdą. Więc to takie proste? Odstawić tabletki i już? Jednak ja chyba nie mogę zrobić tego mężowi. To nieuczciwe. Lepiej z nim jeszcze raz porozmawiać. – Majka rodzi dopiero za trzy miesiące, a Robert już nie może się doczekać – powiedziałam przy śniadaniu. Janusz mruknął w odpowiedzi coś niezrozumiałego i zajął się wysyłaniem SMS-a. – Janusz, ja naprawdę chcę z tobą o tym porozmawiać – upierałam się. – O czym? Że Majka rodzi za trzy miesiące? – zakpił. – Bardzo im współczuję. Skończą się wyjazdy, kolacje, grille. Będzie tylko wrzeszczący dzieciak i stos pieluch. – Tylko z tym kojarzy ci się rodzicielstwo? – zapytałam cicho. – A tobie z czym się kojarzy? Z uśmiechniętymi bobasami z reklam pampersów? – warknął. – Skarbie, temat jest zamknięty. Ujmę to jasno: ja dzieci mieć nie chcę. I wyszedł z kuchni, zostawiając mnie nad talerzem z nietkniętym śniadaniem. Mimo wszystko usiłowałam drążyć temat jeszcze przez kilka tygodni. Za każdym razem wpadał w coraz większą złość. – Dostałaś jakiejś obsesji?! – wrzasnął któregoś wieczoru. – Gdzie się podziała dziewczyna, którą tak podziwiałem? Mieliśmy kiedyś wspólne pasje, znajomych, pracę, a teraz co? Snujesz się po domu i gadasz o bachorach. Mam tego dość. Chwycił kurtkę i wybiegł z domu. Wrócił dopiero nad ranem. – Gdzie byłeś? – zapytałam cicho. – W pubie – burknął. – Nie mam ochoty na dyskusje. Chcę złapać kilka godzin snu. Wsunął się do łóżka, obrócił do mnie plecami i niemal do razu zasnął. „Nie mam wyjścia, muszę odpuścić” – zdecydowałam. – Może on jednak z czasem zrozumie moje racje?”. Następnego dnia zaproponowałam, żebyśmy wyjechali gdzieś na weekend. – Nie dam rady – mruknął Janusz. – Mam mnóstwo pracy i zero chęci. Nie wiem też, czy mam ochotę wałkować temat dziecka. – Janusz, ja sobie to przemyślałam… – Muszę już lecieć. Minęło kilka miesięcy Nie próbowałam więcej rozmawiać z mężem na drażliwy temat. Udało mi się nawet wmówić sobie, że wszystko jest okej. „Na razie mamy siebie, znajomych, wyjazdy, pasje” – tłumaczyłam sobie nocami, chociaż wcale w to nie wierzyłam. Weekend na Mazurach, narty w Alpach, kolejna kolacja w drogiej restauracji, zabawa w nocnym klubie – Janusz to uwielbiał. Natomiast ja, gdy tylko przymknęłam oczy, widziałam małe, pulchne rączki dzieci, pucułowate buzie, ich radosny śmiech. Sytuacja pogorszyła się jeszcze bardziej, kiedy Majka urodziła. Chodziłam do niej prawie codziennie. Jej synek wprawiał mnie w zachwyt. Tymczasem Janusz nie chciał się już widywać ani z Majką, ani z Robertem. – Zwyczajnie im odbiło, gadają tylko o małym – wściekał się. – Jasiek to, Jasiek tamto. Jakby świat się na nim kończył. Roberta nawet do pubu nie da się już wyciągnąć, takim się zrobił pantoflarzem. A to mały jest chory, a to Majka musi się wyspać i on nie chce nocą jej budzić. Ja, dzięki Bogu, miałem dość rozumu, żeby nie dać się wrobić w takie akcje. Nie komentowałam tego typu odzywek, nie miałam już siły się z nim kłócić. W ogóle rozmawialiśmy rzadko. Janusz coraz częściej w wolnych chwilach uciekał z domu. Hiszpański dla początkujących, kurs nurkowania, prawo jazdy na motocykl – miałam wrażenie, że robi wszystko, żeby tylko mnie unikać. Czas leciał szybko. Zrezygnowałam z pracy w radiu, nie miałam już serca do nocnych audycji. Znalazłam etat w śródmiejskim domu kultury, poznałam nowych ludzi, lecz wciąż myślałam, że nie mam w życiu tego, o czym marzę. W przypływie desperacji próbowałam nawet porozmawiać z teściową, ale Janusz wpadł w szał, kiedy tylko usiłowała jakoś na niego wpłynąć. Zarzucił mi, że intryguję za jego plecami, jestem nielojalna i podła, a potem nie odzywał się do mnie przez tydzień. Byłam załamana. Mój zegar biologiczny tykał. Kolejni znajomi decydowali się na dzieci, tylko my ciągle nie. Znów przypomniałam sobie rozmowę z Magdą. „Może faktycznie ostawić pigułki? – pomyślałam. – Od wieków kobiety sprytem górują nad mężczyznami, a ja nie potrafię nawet urobić własnego męża”. Rozważałam to kilka tygodni. Los wybrał za mnie – Jest pani w ciąży – oznajmiła mi moja lekarka, kiedy się u niej pojawiłam. – Więc to nie grypa żołądkowa? – wyszeptałam. – Jak to możliwe? Przecież biorę pigułki. – Nawet najlepsze metody antykoncepcyjne czasem zawodzą – uśmiechnęła się lekarka. – Wiem, że w pierwszej chwili to szok, ale już wkrótce będzie się pani cieszyła. – Ja już się cieszę. Tylko mój mąż… – zawahałam się, a pani doktor pogładziła mnie po ramieniu. – Nie chce nawet słyszeć o dziecku? – dokończyła za mnie. – Niejednego już takiego widziałam, który z początku nie chciał, a teraz dumny i szczęśliwy pcha wózek – powiedziała łagodnie. – Mąż z czasem się oswoi, niech mu pani da czas. Wyszłam od niej taka szczęśliwa, że chyba mogłabym fruwać. Po drodze do domu wstąpiłam do Smyka i kupiłam parę maleńkich bucików. Później przygotowałam ulubione zrazy Janusza i czekałam na niego z kolacją. Kiedy usłyszałam zgrzyt klucza w zamku, serce zabiło mi jak oszalałe. Mąż na pewno najpierw osłupieje. A potem mnie ucałuje i powie: „Może to nawet i dobrze, że życie napisało nam taki scenariusz” – wyobrażałam sobie. – Odstawiłaś tabletki, prawda? Wrobiłaś mnie, choć wiedziałaś, że nie nigdy nie chciałem nawet słyszeć o dziecku – wrzasnął. I cisnął w kąt paczuszkę z bucikami, którą wcześniej wsunęłam mu w dłoń, mówiąc, że będzie tatą. Chwilę później wybiegł z mieszkania, zostawiając mnie zapłakaną i roztrzęsioną. Pojechałam do siostry. Nie wyobrażałam sobie samotnej nocy w pustym mieszkaniu. A znałam już mojego męża na tyle, by wiedzieć, że pewnie wróci dopiero nad ranem. Ostatnio w ogóle Janusz coraz częściej wymykał się na zakrapiane imprezy. Podobno miał jakieś poważne problemy w pracy. Nie powiedziałam jej o ciąży. Rzuciłam tylko krótkie: „Pokłóciliśmy się z Januszem” i zapowiedziałam, że następnego dnia wrócę do siebie. Nie chciałam jej przeszkadzać. Ona też miała problemy z mężem. Rano zadzwonił do mnie Janusz. Kiedy usłyszałam jego głos, w moim w sercu wezbrała nadzieja. „Może sobie wszystko przemyślał? Może mnie przeprosi? Zacznie błagać, żebym wróciła do domu?” – przemknęło mi przez głowę z prędkością błyskawicy. – Zastanowiłeś się, jak mnie wczoraj potraktowałeś? – spytałam drżącym głosem. Niestety, nie dzwonił z przeprosinami. – Ja cię źle potraktowałem?! A ty może jesteś w porządku?! – krzyknął. – Nie będę więcej dyskutować. To twój problem. Masz coś z tym zrobić. I się rozłączył. Nie wierzyłam własnym uszom To mówił mój mąż? Człowiek, który ślubował być ze mną na dobre i na złe, wspierać mnie i nie opuścić aż do śmierci? Przekonałam się ostatecznie, że to zwykły drań i egoista. Nawet kiedy urodziłam Zuzię, nie przyszedł do szpitala; wysłał mi tylko SMS-a z gratulacjami. Jak obcy człowiek… Minęło ponad półtora roku. Nie mam złudzeń, że mój już wkrótce były mąż kiedyś pokocha małą. Dziś widuje ją sporadycznie, raz na kilka miesięcy, poza tym nie wykazuje żadnego zainteresowania. Regularnie płaci alimenty i na tym się kończy. Sama nie wiem, ile nocy przepłakałam z żalu i bezsilnej rozpaczy, ale powoli zaczynam wychodzić na prostą. Dzięki moim rodzicom, a także matce Janusza, która przepada za wnuczką, mam ją z kim zostawiać w godzinach pracy. Mogę się realizować zawodowo i – co tu kryć – zarabiać pieniądze, bo z alimentów od Janusza byśmy przecież nie wyżyły. Powoli zaczynam wierzyć, że jeszcze będę szczęśliwa. Z ufnością patrzę w przyszłość, zwłaszcza odkąd spotkałam pewnego wdowca z pięcioletnim synem. Poznaliśmy się w pracy, od początku świetnie nam się rozmawiało. Poza tym coś mnie do niego ciągnie. No i on lubi dzieci. Wczoraj byliśmy w czwórkę w zoo – Zuzia, ja, Marek i jego synek, Michaś. Mam nadzieję, że niedługo to powtórzymy. Nie miałabym nic przeciwko temu, żeby Marek został ojczymem Zuzi. Jest dobrym, ciepłym mężczyzną. Mogę na nim polegać, czego nie da się powiedzieć o Januszu. Szkoda tylko, że tak późno się o tym przekonałam. Ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem – życie idzie do przodu. Za kilka tygodni moja córeczka kończy dwa latka. Czy to nie wystarczający powód do szczęścia? No i jest jeszcze Michaś, któremu tak bardzo brakuje mamy. Znamy się krótko, ale wiem, że mogłabym go pokochać jak swoje własne dziecko. Czytaj także: „Nie kocham męża. Tęsknię za mężczyzną, z którym miałam romans przed ślubem. On jest ojcem mojego syna”„Wyparłem się córki, ale zrozumiałem swój błąd. Po 15 latach chcę odzyskać z nią kontakt, ale jej matka to utrudnia”„Miałam raka, straciłam dwie piersi i męża, który mnie kochał, dopóki byłam zdrowa” nataliaever3321 Dołączył: 2015-02-27 Miasto: Warszawa Liczba postów: 26 20 sierpnia 2015, 21:16 mój facet a raczej były .... Zniknął. Na początku wszystko było pięknie. Plany o wychowaniu razem, zobowiązał się że pomoże we wszystkim i nagle cisza od 2 miesięcy brak kontaktu. Znajomych rodzinę wszystkich ma w dupie... Mnie i dziecko też. Jestem w 4 miesiącu ciąży. Czy są tutaj samotne matki? Będę walczyć o alimenty oraz o pozbawienie go praw rodzicielskich. Tym bardziej że niedawno dodał na fb zdjęcie z nową dziewczyna. Nie wierzę że są tacy faceci... Dołączył: 2011-09-10 Miasto: Warszawa Liczba postów: 11259 21 sierpnia 2015, 00:24 Ale przykre jest, że nazywasz dziecko odpadem medycznym. Tak czy siak, nie oceniam bo to każdego indywidualna bez wątpienia jej 9-tygodniowy płód stał się odpadem medycznym. Bazując zatem na własnych doświadczeniach, ocenia każdy 9-tygodniowy płód jako odpad medyczny, nie biorąc pod uwagę, że dla innych ludzki płód jest po prostu dzieckiem. Dołączył: 2014-02-20 Miasto: Liczba postów: 636 21 sierpnia 2015, 00:24 Po pierwsze dbaj o siebie i staraj sie nie denerwować. Jak urodzi sie dziecko musisz isć do adwokata ( nic nie zapłacisz - w pozwie musi być ,że ojcieć dziecka to ma zapłacić). Adwokat musi napisac pozew o ojcostwo jego i o alimenty to jest jeden pozew- te rzeczy są razem. Zaznaczam ty nic nie zapłacisz, w pozwie adwokat musi zaznaczyć ,że on ma to zapłacić. Nie martw sie ,ze nie masz adresu , sad ma sposoby ,zeby go znależć ty musisz podać jego adres ten ,który znałaś,na którym mieszkał jak był z toba, jego dane chyba znasz ? imie ,nazwisko,date urodzenia. A jak nie znasz daty to trudno .Potem sąd wyznaczy rozprawę. Tym masz zarządać ,żeby on współuczestniczył w kosztach na dziecko - to jest ,łóżeczko, wózek, ubranka itp. Doradź sie adwokata,jaką sume alimentów ma juz wygrasz sprawę to on ci musi wszystko spłacić łącznie z alimentami do tyłu,i wszelkimi wydatkami na dziecko. Tyndajesz dziecku swoja prace nad nim a chłop daje pieniądze jak sie nie opiekuje. jak bys cos więcej chciała wiedziec to napisz do mnie na priw, laliho 21 sierpnia 2015, 00:27 gonnagetskinny napisał(a):laliho napisał(a):gonnagetskinny napisał(a):Eilleen napisał(a):gonnagetskinny napisał(a):Kaslin napisał(a):gonnagetskinny napisał(a):laliho napisał(a):gonnagetskinny napisał(a):To kontrowersyjne co napisze, ale strasznie wspolczuje wszystkim facetom, ktorzy zostaja ojcami wbrew wlasnej woli. Wpadki sie przytrafiaja, ale przynajmnuej kobieta moze podjac decyzje co do ciazy jaka w Polsce? Aborcyjny półświatek, tabletki wczesnoporonne dla świń? Taki szeroki wachlarz. Jak jest wpadka to zarówno facet jak i babka nie są tego świadomi. sa dostepne bezpieczne tabletki, ktore wysylaja blyskawicznie i to wcalnie nie z polski, poza tym chyba to nie issue zeby w dobie otwartych granic czy tanich biletow lotniczych zrobic to gdzie indziej? Ja zrobilam i sie tego nie wstydze ;) ale zaraz zostane zlinczowana lolJak ktoś pisze o na tyle poważnej sprawie, jaką jest aborcja, dodając do tego "lol", to naprawdę ciężko nie linczować. Już nie chodzi o sam zabieg, tylko zupełny brak poczucia powagi tej sytuacji. zabieg to za duzo powiedziane :D ja tutaj nie widze powagi sytuacji, dla mnie to nie bylo nic wielkiego, serio. Mam 19 lat, jestem ateistka, (zdrowa) egoistka, nie lubie dzieci, podchodze luzno i liberalnie do wszystkiego :) a lol odnosilo sie do przewidzianej reakcji, nie do samego faktu aborcjiJa też jestem ateistką ale nie wyobrażam sobie aborcji. Wychowałabym to dziecko nawet w sytuacji gdybym została sama. Ale to jest Twoja decyzja. Tyle, że zabezpieczaj się porządnie żebyś nie musiała tego więcej robić bo nie lubić dzieci to jedno a wyrzuty sumienia to drugie. Wyrzuty sumienia moglabym miec gdybym zrobila krzywde dziecku, a nie 9 tyg plodowi, ktory jest odpadem medycznym. To nie moja sprawa co bys zrobila i na serio nie ma dla mnie znaczenia co robia inni, i oczekiwalabym tego samego od od tych innych, mnie zaden komentarz czy religijna komedia typu "niemy krzyk" nie rusza, ale inne dziewczyny sa slabsze psychicznie i jeszcze ulegna mimo tego, ze nie chca. Jak sobie pomysle, ze zamiast we wrzesniu, bo wtedy pewnie bylby mniej wiecej porod, zaczynac studia, za granica i generalnie najlepszy etap mojego zycia mialabym byc krojona na porodowce to... woow. Kazdy jest inny i ma inne priorytety ;)chcecie wychowywac, to rodzcie, ale przestancie narzucac swoje paranoje innymJak na razie to Ty tutaj ocenilaś i narzuciłaś ."współczuję facetom seksu wbrew wlasnej woli z babką, ktora nie chce aborcji" lol też mi logic, a następnie attention whore "ja to zrobiłam lolo patrzcie na mnie i linczujcie"Jak widać wszyscy mamy swoje paranoje, ale chyba się zawiodłaś brakiem napisalam, ze wspolczuje braku mozliwosci zdecydowania czy chca miec dziecko, czy nie a przeciez to dosc pernamentna sprawa. Nie jestem attention whore (czy ty przed chwila nie wytknelas mi ponglishu? lol), ale nie boje i nie wstydze sie wyrazac mojej opiniiPrzykre, ze nie zalapalas. Laura2015 21 sierpnia 2015, 03:42 zielonowlosa napisał(a):Dlatego nie powinno uprwaic się seksu przed tak, przeciez nie ma samotnych matek po rozwodzie. Dołączył: 2014-08-11 Miasto: Bydgoszcz Liczba postów: 27 21 sierpnia 2015, 07:38 Rejestrując dziecko w USC daj mu swoje nazwisko, a wnioskując do sądu o alimenty zwróć się jednocześnie o ustalenie ojcostwa. Robi się to w jednym wniosku. Jeśli koleś przez dłuższy czas nie będzie się interesował dzieckiem wystąp do sądu o ograniczenie, a następnie pozbawienie władzy pomoc prawną uzyskasz bezpłatnie w Ośrodku Pomocy Społecznej właściwym dla miejsca Twojego zamieszkania. Powodzenia :) Edytowany przez Lexie_1983 21 sierpnia 2015, 07:40 Dołączył: 2014-12-26 Miasto: Osiek Liczba postów: 272 21 sierpnia 2015, 07:53 Mnie facet zostawił w 6 miesiącu ciąży, więc wiem jak jest Ci ciężko. Żałuję, że córka nosi jego nazwisko. Żałuję, że kiedykolwiek walczyłam o uznanie go przed sądem jako ojca i o alimenty. Żałuję jak cholera, bo teraz mam męża, niedawno urodziłam drugie dziecko i bardzo bym chciała, żeby mąż zaadoptował starszą córkę i nadal jej swoje nazwisko. On też tego bardzo chce, ale nic z tego, bo córka ma "ojca", który co miesiąc płaci alimenty, ale nie widział swojego dziecka już od ponad 4 lat...Nie radzę Ci tutaj absolutnie, żebyś nie walczyła o alimenty, zrobisz jak będzie najlepiej dla dziecka i dla Ciebie, ale rozważ proszę wszystkie za i przeciw. Gdybym ja mogła jeszcze raz podjąć decyzję, to córka miałaby moje nazwisko, w akcie urodzenia wpisane "ojciec nieznany", alimenty bym olała. W moim przypadku nie było warto. kawakawa 21 sierpnia 2015, 07:59 Annlevi napisał(a):Mnie facet zostawił w 6 miesiącu ciąży, więc wiem jak jest Ci ciężko. Żałuję, że córka nosi jego nazwisko. Żałuję, że kiedykolwiek walczyłam o uznanie go przed sądem jako ojca i o alimenty. Żałuję jak cholera, bo teraz mam męża, niedawno urodziłam drugie dziecko i bardzo bym chciała, żeby mąż zaadoptował starszą córkę i nadal jej swoje nazwisko. On też tego bardzo chce, ale nic z tego, bo córka ma "ojca", który co miesiąc płaci alimenty, ale nie widział swojego dziecka już od ponad 4 lat...Nie radzę Ci tutaj absolutnie, żebyś nie walczyła o alimenty, zrobisz jak będzie najlepiej dla dziecka i dla Ciebie, ale rozważ proszę wszystkie za i przeciw. Gdybym ja mogła jeszcze raz podjąć decyzję, to córka miałaby moje nazwisko, w akcie urodzenia wpisane "ojciec nieznany", alimenty bym olała. W moim przypadku nie było warto. Ja błogosławię decyzje o nadaniu dziecku swojego nazwiska, odebraniu ojcu praw i machnięciu ręka na alimenty. Nie musiałam juz wiecej z idiota miec do czynienia. pau000 Dołączył: 2014-06-24 Miasto: Kraków Liczba postów: 1076 21 sierpnia 2015, 08:20 co za dupek, współczuję Ci kochana: ( ciekawe czy jego Nowa niunia wie że będzie miał dziecko. Trzymaj się tam: ) Dołączył: 2014-06-25 Miasto: Warszawa Liczba postów: 26244 21 sierpnia 2015, 08:31 dróg masz w sumie kilka, ale żadna nie skończy się tak, żeby pan za samo zrobienie dziecka płacił przez 18 lat i abyś go w tym czasie nie złożyc wniosek o ustalenie ojcostwa już teraz, wówczas dziecko w akcie będzie miało ojca i będzie on płacił na dziecko, nie musi miec jego nazwiska, ale nie możesz mu od razu zakazac władzy rodzicielskiej dopóki się nie sprawdzi jako ojciec. Dla Ciebie może być okropny, to nie ma znaczenia. Jeśli się okaże ojcem niegodnym, za jakiś czas możesz złożyc wniosek o ograniczenie/pozbawienie praw, już nie od Ciebie zależy jak to się urodzić, w akcie zgłosić ojca nn, a potem wniosek o ustalenie ojcostwa i alimenty. oczywiście znów nie będzie miał od razu ograniczonej ani odebranej władzy rodzicielskiej, jesli się jako ojciec urodzić, w akcie wpisać nn i nie chcec miec z tym człowiekiem nic wspólnego, i to jest moim zdaniem najlepsze wyjście, jeśli chcesz sobie ułożyć życie spokojnie, bez zadnego upionego tatuśka/bylego faceta. Bo dla Twojego przyszłego partnera taki ogon będzie dośc dużym kłopotem. mayuko Dołączył: 2012-09-23 Miasto: Warszawa Liczba postów: 5892 21 sierpnia 2015, 09:57 Za glupote trzeba przeczytac poprzednie tematy autorki. One calkiem sporo wyjasniaja. fot. Adobe Stock Kolejny raz rozejrzałam się po całym pomieszczeniu. Po moim własnym sklepie. Uśmiechnęłam się. Czułam dumę. Zajmowałam się skupem i sprzedażą starych mebli i bibelotów. Potrafiłam nawet, czasem przy pomocy ojca, a czasem sama, naprawić uszkodzony fotel czy przedwojenny stolik. Dzisiaj panował tu większy niż zwykle porządek, a część przedmiotów ustawiłam na szerokiej ławie, wysuniętej na środek sklepu. Za chwilę miałam otworzyć wystawę najciekawszych eksponatów, połączoną z aukcją na miejscowy dom dziecka. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. „A to kto? Przecież jeszcze zostało pół godziny do otwarcia”. Skierowałam się w kierunku wejścia, gdyż pukanie stawało się coraz bardziej natarczywe. „No, ja już powiem, co myślę o takim zachowaniu” – złościłam się w duchu. Do sklepu wpadła wysoka, szczupła kobieta. Wyglądała oszałamiająco. Jasne włosy opadały wdzięcznie na jej długą szyję. Oryginalne kolczyki zdobiły jej uszy, a spodnie i bluzka, które miała na sobie, kosztowały na pewno więcej niż zawartość połowy mojej szafy. – Marylko, to ty – wykrzyknęła na mój widok nieznajoma, wyciągając ręce i nastawiając policzek do pocałunku. – Miło mi panią poznać – powiedziałam osłupiała. – Kochana, po co te ceregiele? Strasznie się cieszę, że cię widzę! Cudowne spotkanie, prawda? – Czy my się znamy? – Maryla, nie udawaj. To ja, twoja najlepsza kumpela Elżbieta. – Elka? – spytałam z niedowierzaniem, ale powoli poznałam w eleganckiej kobiecie swoją przyjaciółkę z liceum. – Kochanie, nikt nie mówi na mnie Elka. Dla wszystkich jestem Elżbieta. Ale co tam, najważniejsze, że się spotkałyśmy. Zaglądała we wszystkie kąty sklepu Tymczasem ona zaglądała we wszystkie kąty sklepu, brała do ręki eksponaty i nie przestawała paplać. – Jesteś sławna, moja droga. Gazety o tobie piszą. Odnosisz sukcesy i sama doszłaś do wszystkiego. Cudownie. Pozwolisz, że kupię ten stolik? – Jest przeznaczony na aukcję. – Zawsze byłaś formalistką. Trudno, zaczekam. Aukcja skończyła się dość szybko, ponieważ Elka przelicytowała większość zgromadzonych osób. Kupiła mnóstwo przedmiotów i kilka sztuk mebli. Po zamknięciu sklepu wyraziłam przypuszczenie, że zapewne ma dobrze prosperujący biznes lub niezłe stanowisko w porządnej firmie. – Nie, Marylko – powiedziała lekko speszona Elka, wymachując przed nosem telefonem komórkowym. – Po prostu wyszłam dobrze za mąż. – Korzystasz z zasobów męża? Nie masz swoich pieniędzy? – A co w tym złego. Myślisz, że nic nie robię? Mój mąż jest właścicielem przedsiębiorstwa. Bardzo dużo czasu zajmuje mu praca. Organizacja domu, zakupy, przyjęcia to moja działka. – Jesteście szczęśliwi? Macie dzieci? – Dobrze nam razem, ale dzieci jeszcze nie mamy. Wiem, że ty sama wychowujesz synka. Tym bardziej cię podziwiam. Bo… Dzwonek telefonu przerwał tyradę Elki. Pomachała do mnie ręką i krzyknęła, że wkrótce znowu przyjdzie. Jeszcze tego brakowało. Nie miałam ochoty na kontynuowanie tej znajomości. Znałyśmy się z Elką od przedszkola Razem chodziłyśmy do podstawówki, potem do liceum. Wspólnie spędzałyśmy wakacje. Byłyśmy nierozłączne. Nawet szkolne kółko miłośników historii i wydawaną przez nie gazetkę, prowadziłyśmy we dwie. Elka miała zawsze dużo ciekawych pomysłów, ja z kolei byłam tą osobą, która pierwsza zakasuje rękawy i zabiera się do pracy. Kiedy miałyśmy jakieś kłopoty, ja je rozwiązywałam. Muszę przyznać, że Elka zawsze mi pomagała. Przyrzekłyśmy sobie przyjaźń na zawsze. Studiowałyśmy historię sztuki, a pod koniec edukacji poznałam na jakiejś imprezie Michała. Zakochaliśmy się w sobie. Wszystko było na dobrej drodze. Zaszłam w ciążę. Nie mieliśmy pracy ani pieniędzy, lecz pełni optymizmu patrzyliśmy w przyszłość. Ni stąd, ni zowąd Michał oznajmił, że nasza znajomość była nieporozumieniem. Tak naprawdę kocha Elkę i ma zamiar ułożyć sobie z nią życie. Jego postępowanie, a nade wszystko zdrada mojej najlepszej przyjaciółki, ogromnie mnie zabolały. Po studiach Elka z Michałem wyjechali do innego miasta. Mnie, na szczęście, pomogli rodzice. Bardzo wspierali podczas ciąży i pierwszych lat życia synka. Dzięki temu nie musiałam rezygnować ze swoich zawodowych ambicji. Po urodzeniu dziecka pracowałam w muzeum, lecz przeprowadzono w nim restrukturyzację i zlikwidowano mój etat. Ojciec zaproponował mi wtedy pożyczkę na rozkręcenie własnej firmy. Było coraz lepiej... Byłam pełna obaw, lecz, o dziwo, mój biznes powoli i nie bez przeszkód, ale nabierał rozmachu. Miałam coraz więcej klientów. Sprowadzałam rozmaite przedmioty na indywidualne zamówienia. Organizowałam wyprzedaże i niewielkie aukcje. Chwalono mnie za profesjonalizm i życzliwość, a ja po kilku latach stanęłam mocno na własnych nogach. Przestałam się zamartwiać, z czego utrzymam siebie i dziecko. Owszem, były miesiące, kiedy martwiłam się o utarg. W naszym biednym kraju kolekcjonowanie pięknych filiżanek czy świeczników musi często ustąpić miejsca zakupowi jedzenia. Mimo to nie było najgorzej. Nagle zjawiła się Elka. Skoro kiedyś zrobiła, co zrobiła, teraz może znów namącić w moim życiu. Zajechała pod sklep z piskiem opon swojego mercedesa. Z rozmachem otworzyła drzwi i ukazała się moim oczom wystrojona w drogie ciuchy. Roztaczając woń drogich perfum, przyglądała się wszystkiemu po kolei. – Ile kosztuje ta porcelanowa zastawa? A srebrne sztućce z początku dwudziestego wieku? Nie ma znaczenia, kupuję jedno i drugie.– To nie są tanie rzeczy.– Nieważne. Zapłacę. Stać mnie na to. Dawna przyjaciółka obnosiła się ze swoim bogactwem, czego nie znosiłam. Ale… była dobrą klientką. Porcelanowy serwis i staroświeckie sztućce od dłuższego czasu leżały na półkach, bo były za drogie na kieszeń przeciętnego nabywcy. Podobna sytuacja powtórzyła się wiele razy. Elka przychodziła systematycznie i wykupywała wszystko, co wpadło jej w oko. Moje obroty wzrosły. Podczas którejś z rzędu wizyty w sklepie, Elka oznajmiła, że ma na oku kilka kompletów dziewiętnastowiecznych mebli. – Jakieś kilkadziesiąt kilometrów pod miastem. Podjedziemy tam, dobrze, Marylko? – Po co ci tyle rzeczy? – Już ty się nie martw. Antyki nie stracą na wartości. Zresztą, nadwyżkę możesz sprzedać u siebie. Poproś ojca, żeby cię zastąpił w pracy i jedziemy. Takich wypraw było kilkanaście Nieufność i stara niechęć walczyły we mnie z podziwem dla tej kobiety. Miała nosa do właściwych zakupów. Potrafiła negocjować ceny z właścicielami cennych mebli i drobiazgów. Korzystając z furgonetki męża, przewoziła je do sklepu, a tam pomagała mi umiejętnie wyeksponować zakupiony towar. Protestowałam, lecz Elka nie dawała się zbyć. Pewnego dnia oznajmiła, że lokalna telewizja nakręci o mnie krótki program, co nastąpiło wkrótce potem. Miałam mieszane uczucia i zwierzyłam się z nich ojcu. Wysłuchał mnie z uwagą, ale wcale się nie przejął moimi rozterkami. – Tato, przecież wiesz, co Elka mi zrobiła. Od tamtej pory nie miałam z nią żadnego kontaktu, aż nagle ni stąd, ni zowąd zjawiła się, wystrojona i wyperfumowana, w sklepie, machając mi przed nosem swoimi pieniędzmi. – Może żałuje, że straciła twoją przyjaźń? Tylko trudno jej się otwarcie przyznać do swojego błędu. Jak myślisz, dlaczego wciąż kupuje u ciebie? Dlaczego chce, żebyś jeździła z nią w poszukiwaniu antyków? – Jest rozkapryszona i ma za dużo czasu. Chce mi zaimponować zamożnością. – A ja sadzę, że ona pragnie ci coś powiedzieć, lecz nie wie, jak zacząć. Szuka pretekstu, żeby być blisko ciebie i jest gotowa dużo poświęcić za chwilę twojej uwagi. – Tato, przesadzasz. – Chyba nie. Zresztą, czy źle wychodzisz na znajomości z Elką? – Nie lubię nikomu nic zawdzięczać. Ten program w telewizji… – Teraz to ty przesadzasz. Dzięki pomocy tej kobiety możesz szybciej i sprawniej robić to, co i tak byś robiła. Elka powiedziała o tobie znajomym z telewizji, ale gdyby twoja działalność nie była dla nich interesująca, nie kiwnęliby nawet palcem. Dla nich liczy się oglądalność. Po tej rozmowie nieco się uspokoiłam. Prawie przywykłam, że codziennie widuję Elkę, że po pracy odbieram od niej liczne telefony. Stopniowo zaczęłyśmy rozmawiać o osobistych sprawach. Przyjechała na urodziny mojego syna Z tej okazji zorganizowałam małe przyjęcie w gronie najbliższej rodziny. Kiedy nadszedł moment zdmuchnięcia przez solenizanta świeczek na torcie, usłyszałam dzwonek. Za chwilę w progu pokoju stanęła Elka, trzymając w ręku spory pakunek. Nie, tego już za wiele. – Co tu robisz? – spytałam ostro. – Maryla, nie złość się, proszę. Chciałam złożyć życzenia Jacusiowi. – Elka, dlaczego się do mnie przyczepiłaś? Nie mam już własnego życia. – Marylko, ja… dawno chciałam ci powiedzieć, że źle wtedy zrobiłam. Michał porzucił mnie w ciąży, podobnie jak ciebie. Poroniłam, potem spotkałam obecnego męża. Odnalazłam cię i chciałam przeprosić. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Ale już się zorientowałam, jak wspaniale sobie radzisz, jak świetnie rozwija się twoja firma. Pozazdrościłam ci. Też chcę być kimś i zawdzięczać to sobie. Patrzyłam, co i jak robisz. – Nieźle ci to wyszło. Prawie już stanęłaś na własnych nogach. Tylko dlaczego mnie naśladujesz? – Nieprawda, nigdy nie będę taka, jak ty. Jeśli pozwolisz sobie nadal pomagać, jak do tej pory, będzie to korzystne i dla ciebie, i dla mnie. Marylko, proszę. Uśmiechnęłam się do Elżbiety. Odpowiedziała podobnym uśmiechem. Czytaj także:Zakochałam się w zajętym mężczyźnie. Walczyłam o niego 10 latW internecie poznałam swój ideał, ale on nie chce się spotkaćByła dziewczyna niszczyła wszystkie moje związkiMój 32-letni syn nie umie po sobie sprzątać ani ugotować makaronu

mąż zostawił mnie w ciąży